komudzwonia.pl

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Betoniarka

Betoniarka
 
    Ktoś czytał swoje fazy uzależnienia, spierając się z grupą i walcząc o to aby broń boże, nie wepchnęli go niżej niż zszedł. Siedział słuchając istnej walki o ogień i spoglądając na tzw betoniarę zastanawiał się gdzie też, jest już on?
    Wpatrzony w sam jej środek, w samo oko cyklonu widział, że stamtąd nie wychodzi nikt.
    Zafascynowany, nie mogąc oderwać od niej oczu, przyglądałem się wiszącej na ścianie betoniarce. Tak jakbym widział w jej środku, jakiś sens, sens tam gdzie sensu jakiegokolwiek jest, już przecież brak. Zastanawiałem się gdzie kończy się człowieczeństwo a gdzie zaczyna bydlęce wręcz już upodlenie. W jaki sposób migrowałem i kiedy też, zaczęło mi to wszystko już koło dupy latać. Jak to wygląda i jak z tym jest? kiedy? jak i dlaczego jest już dziś, tak jak jest?
    Patrząc tak, przypomniał mu się pewien życiowy epizod i konsekwentne działanie które obrazuje budowę tej jakże dziwnej maszynerii.
    Jego przyjaciele wylatywali na tropikalną wycieczkę i nie za bardzo wiedzieli co mają uczynić ze swoim psem. Poprosili aby on z nim pozostał i przypilnował przy okazji zarówno psa, jak i ich mieszkania. Zgodził się nawet sobie sprawy w tamten czas nie zdając, jak przerastające jest to, dla niego zadanie.
    Pewny był, że nic się nie stanie, że radę przecież da.
    Polecieli, chata bajka i pies którego nie powstydził by się nikt. Ze swoich zagranicznych wojaży zwozili do domu różnorakie trunki, wszędzie stało ich mnóstwo i wszystkie były dla nich niesamowicie cennymi reliktami, pamiątkami z wycieczek i podróży po całym niemal świecie.
    To było niesamowite, po raz pierwszy podziwiał telefony komórkowe. Wysłał SMS a, a tuż po chwili dostawał odpowiedz, która napływała z drugiej strony ziemskiego globu, kosmos. Dziś mój przyjaciel mieszka w Stanach, ma na imię Wiesiu i zawsze jak wysyłam do niego SMS a jestem zafascynowany, ledwo do niego dotrze i już dostaję odpowiedz. Ale ja to taki wieśniak jestem i dziś cieszę się byle czym.
    W lodówce mnóstwo jedzenia i wódka której powinno starczyć mu aż do ich powrotu. Kilka flaszek i wszystko jest ok. Przygotowuje jedzenie dla siebie i psa, wychodzi z nim na spacery, ogląda telewizję, czyta gazety i nadal wszystko jest, tak jak powinno być, czyli ok.
    Wieczorem przed snem wypija trochę wódki, tak tylko aby lepiej spać, potem troszkę podczas dnia aby ten szybciej jakoby zleciał i nadal wszytko jest ok. Alkohol niknie jak kamfora i po pewnym czasie zaczyna uszczuplać stojący w rogu pokoju wielkich rozmiarów barek, Jest spokojny, pije tylko to, co będzie mógł przed ich powrotem w monopolowym po uzupełniać.
    Otrzepuje się dostrzegając, że jak dalej tak pójdzie, wyjdzie z tego totalny klops. Idzie do sklepu i kupuje to co już zniknęło, uzupełnia barek i wszytko nadal jest ok. Wie, że już nie można, że nie należy tak, że nie wypada, że nigdy już tak więcej.
    I zaczyna od nowa, jednak flaszka, potem druga i trzecia pewny, że pożyczkę może wziąć i naprawić znowu to co w zawierusze bezpowrotnie zaginęło. Wciąż pewny, że nad tym w pełni panuje, że zdąży, zatrzyma w porę, że przecież rozsądny jest, że zaufali, że pies, dom, że wszytko musi być w porządku.
    Bierze pożyczkę zaciera ślady i nadal wszystko jest ok.
    Pije jednak nadal, z początku będąc pewnym, ze zrozumieją, że zbyt mało mu zostawili, że wytłumaczy, że to przecież norma i całkowicie ludzkie zachowanie. Przecież nic się nie stało a te kilka flaszek to wstydliwa wprawdzie, ale norma.
    Kasuje jednak całkowicie zasoby barku i pomału zaczyna już tylko liczyć na cud. Nie nadchodzi dziś, spoko zapewne przydarzy się jutro, pojutrze, za dni parę ale przed ich przyjazdem.
    Pije szybciej aby przestać o tym myśleć i wyjść na chwilę chociaż z piekła bram. Wiara w cud przemija gdy pić zaczyna trunki których w Polsce brak, są u nas nie do zdobycia, nie do kupienia więc, jednak pozostanie ślad. Wszystko to już, musi się wydać.
    Zapada się w czarną dziurę i nie chce o tym wszystkim myśleć, przestaje spać, przestaje jeść mając nadzieję, że nim wrócą już po nim będzie. Ale przecież i tak dupa więc aby już przestać myśleć, wypija wszystko, wszystko co tylko miało procenty i wciąż, nadal, niestety żyje. Zapada się do swojego środka coraz głębiej, latając jak w klatce będący niewidomy szczur.
    Wracają, po telefonicznych połączeniach przypuszczając już co ich we drzwiach własnych spotka. Stoi nie mając sił aby to wszystko własnoręcznie z blednącym, nie istniejących już honorem zakończyć. Pewny swej winy i kary która musi za to wszystko przyjść.
    Wybaczają, karząc go niemiłosiernie i nakazując mu z tym wszystkim nadal żyć.
Pamiętam, że właśnie patrząc na betoniarę mi się to przypomniało. Cała tablica faz uzależnienia w przeciągu zaledwie pięciu tygodni samotnego mojego z psem przebywania. Pies przeżył i nic mu się nie stało, pomimo wszystko jakoś tam karmiłem go i z nim wychodziłem. Jak? tego nie wiem nawet do dziś.
Można powędrować jeszcze niżej. Byłem w samym środku cyklonu. Jakby jeszcze nie przyjechali ze dwa tygodnie zacząłbym wynosić rzeczy z ich mieszkania, być może za trzy miesiące wyprowadziłbym z garażu i zastawił w lombardzie ich wóz. Być może za pół roku tuż przed ich powrotem spaliłbym doszczętnie, w pijackim amoku aby wszystko zatuszować, im dom. Tylko, że tu już nie byłoby, być może tak podpowiedziałby mi mój, oszalały doszczętnie mózg.
    Siedział wciąż wpatrzony w sam środek tabelki i w końcu rozróżnić wszytko dokładnie mógł. Wchodząc w alkoholizm nie możesz potem poszczególnych faz oddzielić, nie potrafisz ich skonfigurować zgodnościom dat, czasu i dni. Wskakują bonusowo wraz z ilościom wypitego alkoholu i płynącego pod jego wpływem czasu. A tutaj zaledwie miesięczny przejrzysty jakże rys i wszytko widoczne dla niego jak na dłoni.
    Zrobiło mu się strasznie niewygodnie, poprawił więc swoje położenie siadając na drugim nie zmęczonym jeszcze siedzeniem półdupku.
    Widział nie tylko poszczególne fazy uzależnienia ale także człowiecze przepoczwarzenie jakiego dostępował.
    - człowiek
    - człowiek-bydlak
    - bydlak-człowiek
    - bydlak
    Zarówno fazy jak i stopniowe wypieranie człowieczeństwa ze siebie widział jak na dłoni. Można zejść jeszcze niżej, można ale całe szczęście przyjechali i zatrzymali to czego on, już samodzielnie zatrzymać nie miał prawa.
    Ten ich wyjazd pamiętał będę do końca swoich dni, jak na mitingu słyszę od kogoś ja nigdy, ja nie mógłbym tak, ja nigdy bym tak nie postąpił, sam nie wiem co mam na jego temat myśleć. Nie myślę w taki czas, nic. Jakbym po tym spostrzeżeniu wiedział, że muszę każdy kolejny etap w drugą stronę konsekwentnie przejść, zabiłbym się, podcinając swoje żyły szarym mydłem. Mniej zapewne by mnie bolało niż to, co mnie jeszcze czekało. I dobrze mi tak.